Koszulki klubowe zmieniają się jak w kalejdoskopie. Czerwone, żółte, zielone - z lampasem, krzyżem i paskami. Nudzą się piłkarzom? Nie, to producenci koszulek dyktują modę i oprócz zmiany koloru zmienia się fason, krój, materiał, technologia. Każda koszulka musi być inna, nowa, unikalna. I wtedy dochodzi do sytuacji, że Barcelona gra na żółto, różowo czy... jaskrawobłękitnie. Koszulki klubowe mają to do siebie, że żyją swoim życiem. Tydzień za tygodniem, spotkanie za spotkaniem. Liga, sparing, puchar. Czas adaptacji nowego trykotu jest wtedy stosunkowo krótki (w przeciwieństwie do koszulek reprezentacji, która rozgrywa mecze rzadziej i w dłuższych odstępach czasowych), następuje przyzwyczajenie i... zmiana koszulki.

Czy to dobrze czy to źle - jeszcze nie stwierdzono. Pewne jest natomiast, że dzięki sprzedaży trykotów środki finansowe mają kluby, więc pod tym kątem jest to rzecz pozytywna. Stadiony kolorowe - właśnie. Czy żółty i błękit to kolory Barcelony? A może łosoś? Nie bardzo. Koszulki niby wyjazdowe, a jednak reprezentują klub i jej barwy. O ile wyjazdowy trykot Interu z sezonu 2008/2009 prezentujący czerwony krzyż na białym tle (symbol Mediolanu) jest rzeczą naturalną i dumnie się prezentującą, o tyle niektóre pomysły projektantów Nike pozostawiają już wiele do życzenia. Czyżby skończyły się pomysły? A może za dużo było już koszulek i koniecznie trzeba wymyślić coś ekstrawaganckiego, szokującego? Niech każdy odpowie sobie sam.